Pierwszy maraton MTB: jak się przygotować

· · 6 min czytania
Zawodniczka MTB na trasie zawodów, dynamika

Pierwszy start w maratonie MTB budzi mieszane uczucia – ekscytację pomieszaną z obawą, czy dam radę. O różnicy między niedzielną przejażdżką a zawodem decyduje tempo narzucone przez peleton i presja pomiaru czasu, nie sam dystans. Nie musisz jednak od razu celować w podium. Dobrze zaplanowane przygotowanie na dwanaście tygodni, rozsądny dobór dystansu i znajomość podstaw żywienia na trasie sprawią, że pierwszy maraton stanie się początkiem przygody, a nie jednorazowym stresem. Poniżej rozpisałam, co naprawdę robi różnicę – od treningu po sprzęt i taktykę startu.

Czym maraton MTB różni się od zwykłego wyjazdu

Maraton MTB to nie grupowa przejażdżka. To długotrwały wysiłek na czas, w którym tempo od początku dyktuje peleton. Trasy prowadzą przez single, drogi leśne i polne, z ostrymi podjazdami i technicznymi zjazdami. Organizatorzy przygotowują kilka dystansów – od około 30 kilometrów (często nazywanych mini lub półmaratonem) po 80–100 kilometrów. Pierwszy start prawie zawsze powinien być na najkrótszym dostępnym dystansie, nawet jeśli na co dzień jeździsz dłużej. Chodzi o oswojenie się z atmosferą zawodów, oznakowaniem, punktami odżywczymi i własnym tempem w tłumie.

Największą serią maratonów MTB w Polsce jest Bike Maraton. Sezon 2026 inauguruje 25 kwietnia w Miękini pod Wrocławiem, a kolejne edycje odbędą się 9 maja w Szklarskiej Porębie i Jakuszycach (ze startem w czeskim Harrachovie), 29 sierpnia w Dusznikach-Zdroju – Zieleńcu oraz 12 września w Jeleniej Górze z nową trasą w Karkonoszach. W tym sezonie maratonów w cyklu jest mniej niż wcześniej, co może ułatwić wybór terminu. Drugą dużą serią jest Skandia Maraton Lang Team, w ramach którego rozgrywany jest Puchar Polski w maratonach MTB. Start w ramach którejś z tych serii daje gwarancję pomiaru czasu, bufetów i serwisu na trasie, ale żaden z tych elementów nie zwalnia z samodzielnego przygotowania.

Dwanaście tygodni przed startem

Przygotowanie do maratonu rozłożyłam na trzy bloki po cztery tygodnie. Pierwsze cztery tygodnie to budowanie objętości. Celem jest wydłużenie czasu spędzanego na rowerze bez narzucania wysokiego tempa. Dominują jazdy w strefie tlenowej, na płaskich i lekko pofałdowanych trasach, w tempie umożliwiającym swobodną rozmowę. Dwa razy w tygodniu po 2-3 godziny, w weekend jedna dłuższa jazda. Najdłuższa jazda treningowa powinna zbliżyć się do czasu, jaki planujesz spędzić na trasie maratonu, ale nie musi go osiągnąć – 80% przewidywanego czasu wystarczy, by organizm przyzwyczaił się do wysiłku.

Drugi blok (tygodnie 5-8) wprowadza intensywność. Do jazd tlenowych dokładasz jeden, maksymalnie dwa treningi interwałowe w tygodniu – na przykład 4-6 powtórzeń po 3-5 minut w tempie zbliżonym do startowego, z przerwami na regenerację. W weekendy nadal jedna dłuższa jazda, ale wzbogacona o podjazdy w mocnym tempie. Ostatnie cztery tygodnie to ostrzenie formy i odpoczynek przed startem. Intensywność utrzymujesz, ale objętość spada o 20-30%. W ostatnim tygodniu ograniczasz jazdę do dwóch-trzech krótkich przejażdżek po 45-60 minut, żeby nogi były lekkie, a nie zmęczone. Nie dokładaj objętości w ostatnich dwóch tygodniach – więcej nie znaczy lepiej, a ryzyko przetrenowania zniweczy całą pracę.

Jedzenie i picie na trasie

Podstawowa zasada żywienia podczas maratonu brzmi: dostarczaj organizmowi około 60 gramów węglowodanów na godzinę wysiłku. To orientacyjna wartość, którą musisz sprawdzić na sobie podczas treningów, a nie w dniu startu. Żołądek trzeba nauczyć przyjmowania jedzenia i picia przy podwyższonym tętnie – trening to robi, zawody tylko weryfikują. Pij małymi porcjami regularnie, co 15-20 minut, zamiast nadrabiać zaległości na bufecie. Wypicie pół litra na raz obciąża żołądek i może wywołać mdłości, a regularne łyki utrzymują nawodnienie na stałym poziomie.

Przy krótszych dystansach (do 40 kilometrów) problem żywieniowy praktycznie nie istnieje – wystarczy bidon z wodą i jeden żel awaryjnie. Dopiero na dłuższych trasach zaczyna się liczyć każda dostarczona kaloria. Nie testuj w dniu zawodów nowych żeli, batonów ani napojów izotonicznych. Organizm może zareagować wzdęciami, biegunką albo spadkiem energii, a wtedy trudno będzie wrócić do rytmu. Używaj dokładnie tego samego, co jadłeś i piłeś podczas najdłuższych treningów.

Sprzęt: co sprawdzić tydzień wcześniej

Tydzień przed startem robisz przegląd, który ma wyłapać usterki, zanim staną się problemem na trasie. Sprawdź klocki hamulcowe – jeśli zostało mniej niż 2 mm materiału, wymień je bez wahania. Opony: obejrzyj bieżnik i boczne ściany pod kątem przecięć, a jeśli używasz uszczelniacza (mleka), uzupełnij go, bo tubeless traci szczelność z czasem. Przerzutka i hanger – upewnij się, że przerzutka nie jest wygięta, a zmiana biegów działa płynnie na wszystkich przełożeniach. Sprawdź luzy w łożyskach sterów, piast i suportu – luzy objawiają się stukaniem lub luzem na kierownicy i w korbie, a na trasie mogą się pogłębić.

Na trasę wieziesz: dętkę (nawet przy jeździe na tubelessie – przebicie może być zbyt duże, by mleko je zalepiło), multitool z funkcją przecinaka łańcucha, pompkę lub nabój CO₂ oraz przynajmniej jedną dętkę zapasową. Serwisy na trasie bywają, ale nie zawsze tam, gdzie akurat złapiesz gumę, a czekanie na pomoc mechanika kosztuje czas i pewność siebie. Nie testuj nowych opon ani siodełka na zawodach – każda zmiana geometrii lub przyczepności, której nie sprawdziłeś wcześniej, to ryzyko kontuzji lub utraty kontroli na zjeździe. Wszystkie nowe części montuj i objeżdżaj co najmniej dwa tygodnie wcześniej.

Taktyka na pierwszy start

Najważniejsza rada, którą sama dostałam przed pierwszym maratonem i którą przekazuję dalej: pierwsza część dystansu jedź wolniej, niż podpowiada adrenalina startu. Koszt zbyt szybkiego otwarcia płaci się podwójnie na drugiej połowie – spadek energii, skurcze, a czasem konieczność zejścia z roweru. Na starcie ustaw się w tylnej strefie, nawet jeśli czujesz się mocno. Walka o pozycję w pierwszych kilometrach nie ma sensu przy pierwszym starcie – stracisz siły na wyprzedzanie i hamowanie, a i tak znajdziesz się w grupie o podobnym tempie po kilku kilometrach.

Gdy przyjdzie kryzys – a prawdopodobnie przyjdzie – zwolnij, zjedz cokolwiek, popij, i jedź dalej. Nie zatrzymuj się na dłużej niż minutę, bo nogi zastygną, a ponowne ruszenie będzie kosztować więcej energii niż kontynuacja jazdy w wolnym tempie. Pamiętaj, że maraton wygrywa się głową, a nie tylko nogami. Jeśli pierwszy start przejedziesz bez kraksy, bez zatrzymania z powodu skurczu i z uśmiechem na mecie, to znaczy, że zrobiłeś wszystko dobrze. Kolejny raz możesz już celować w lepszy czas. Jak ułożyć tygodniowy plan przy ograniczonej liczbie godzin, opisuje osobny tekst o treningu dla amatora.