BigFoot Works: 37 tras i 18 km singletracków zbudowanych bez publicznych pieniędzy

· · 3 min czytania
Wąska leśna ścieżka biegnąca zboczem wśród buków i świerków

O trójmiejskim MTB myśli się zwykle w kategoriach „płasko i nudno”. To nieporozumienie, które kończy się w momencie, gdy pierwszy raz wjedziesz na krawędź wysoczyzny nad Oliwą. Różnice wysokości sięgają tam kilkudziesięciu metrów na krótkim odcinku, a od 2023 roku jest to wykorzystane w sposób, który zasługuje na uwagę reszty kraju.

Skala, która zaskakuje

BigFoot Works Bikepark to 37 tras o łącznej długości około 18 kilometrów, podzielonych na sześć obszarów. Pojedyncze linie są krótkie, od trzystu do ośmiuset metrów, co przy takim ukształtowaniu terenu jest naturalne. Kompleks leży w Lesie Oliwskim, na granicy Gdańska i Sopotu, a punktem orientacyjnym jest Wiatka pod Sforą i parking Leśna Polana.

Krótkie trasy zmieniają sposób jazdy. Zamiast jednego długiego zjazdu robisz serię powtórzeń, wracając pod górę o własnych siłach. To bliżej treningu techniki niż całodniowej wycieczki i akurat dla kogoś, kto chce poprawić jazdę w zakrętach, jest to układ wręcz idealny.

Najciekawsze jest to, jak powstał

Kompleks jest inicjatywą całkowicie oddolną, zorganizowaną przez środowisko rowerowe przy wsparciu Lasów Państwowych. Zarządza nim Stowarzyszenie Trójmiejskie Ścieżki MTB. Infrastruktura nie powstała z budżetu obywatelskiego ani z dotacji – utrzymuje się z wpłat samych użytkowników, a mimo to korzystanie z tras jest bezpłatne i ogólnodostępne.

Jest jeszcze jeden szczegół, który robi tu największą różnicę: to jedyny legalny bikepark na terenie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Legalny, czyli oparty na umowie z zarządcą terenu, a nie na dzikich ścieżkach wydeptanych wbrew nadleśnictwu. Kto śledzi historię polskiego MTB, wie, ile takich miejsc zniknęło, bo powstały bez uzgodnień.

Sezon i liga

Sezon 2026 ruszył 16 maja, wraz z inauguracją ligi BFW Cup z profesjonalnym pomiarem czasu. Otwarcie było późniejsze niż zwykle ze względu na długą zimę i zakres prac przy przygotowaniu poszczególnych linii – co swoją drogą pokazuje, ile pracy pochłania utrzymanie takiego kompleksu poza sezonem.

Na miejscu działa też skillpark, czyli strefa do ćwiczenia techniki na niskim ryzyku. Jeśli dopiero zaczynasz, to lepszy punkt startowy niż wejście od razu na trasę zjazdową.

Zasada, o której łatwo zapomnieć

Miejsce finansowane ze składek i oparte na umowie z nadleśnictwem żyje dokładnie tak długo, jak długo użytkownicy go nie zepsują. To znaczy: nie skracamy zakrętów, nie jeździmy po rozmokłych trasach, nie budujemy własnych hopek obok istniejącej linii i wrzucamy składkę, jeśli korzystamy regularnie. Brzmi banalnie, ale to jedyny mechanizm, który utrzymuje ten model przy życiu.

Jak wygląda formalna strona budowania tras w polskich lasach, opisałam w tekście o przepisach i budowaniu singletracków. A jeśli szukasz innych miejsc w kraju, zajrzyj do przeglądu polskich singletracków.