Bankructwo Accell Group. Co upadłość właściciela Lapierre, GHOST i Haibike oznacza dla klientów?

· · 7 min czytania
rowery lapierre

We wtorek 11 sierpnia sąd w Amsterdamie ogłosił upadłość Accell Group – jednego z największych producentów rowerów w Europie, do którego należą marki takie jak Lapierre, Haibike, Winora, Ghost, Raleigh, Babboe czy Batavus. Bankructwo Accell Group jest dla mnie o tyle smutną wiadomością, że w moim garażu stoją aktualnie trzy Lapierre’y – szosowe Pulsium, XC-owy XRM i trailowy Zesty CF SE – a wcześniej przez lata jeździłem na Spicy,a jednym z pierwszych moich fulli był X160. Zanim jednak zaczniemy wieszczyć koniec świata i panicznie wyprzedawać rowery, przyjrzyjmy się temu, co się faktycznie stało i co ta upadłość oznacza dla nas, klientów. W dużym skrócie: twoje prawa wobec sklepu nie znikają, a większość osprzętu ma własnych gwarantów.

Bankructwo Accell Group – co się właściwie stało?

Accell Group od dłuższego czasu balansował na krawędzi. Grupa, przejęta w 2022 roku przez konsorcjum inwestorów z funduszem KKR na czele, ma za sobą restrukturyzację zadłużenia, bolesną aferę z rowerami cargo Babboe i przenosiny produkcji do jednej centralnej fabryki na Węgrzech. 5 sierpnia holenderskie spółki grupy dostały od sądu ochronę przed wierzycielami w postaci zawieszenia płatności.

Pulsium świetnie sprawdza się na gorszych drogach. Pozwala też na w miarę swobodną jazdę po szutrach

Ochrona nie potrwała nawet tygodnia – 11 sierpnia sąd rejonowy w Amsterdamie uchylił zawieszenie płatności i ogłosił upadłość sześciu spółek grupy, w tym Accell Nederland BV, pod którą działają holenderskie marki (Batavus, Sparta, Koga). Syndycy stwierdzili wprost, że spółki nie są w stanie pokrywać swoich kosztów. Stanęła też węgierska fabryka, do której niedawno przeniesiono całą produkcję. Według holenderskiego związku zawodowego upadłość dotyczy 340 miejsc pracy.

Ciekawostką w całej sprawie jest to, że tuż przed decyzją sądu po grupę zgłosił się chętny – dubliński fundusz Quanta Capital publicznie ogłosił, że ubiega się o przejęcie całej Accell Group. Jego szef, Mel Sutcliffe, zapowiadał, że za ofertą stanie kilku inwestorów i globalna instytucja finansowa. Czy ta oferta przetrwa zmianę scenariusza z kontrolowanej sprzedaży na upadłość prowadzoną przez sąd – tego dziś nie wie nikt. Sami syndycy deklarują przy tym, że badają możliwość restartu firmy.

Lapierre, Ghost i Raleigh grają na siebie

Ważny szczegół, który łatwo przeoczyć w nagłówkach: upadłość ogłoszona w Amsterdamie dotyczy holenderskich spółek grupy. Marki działające operacyjnie poza Holandią – Lapierre we Francji, Ghost w Niemczech czy Raleigh w Wielkiej Brytanii – już wcześniej rozpoczęły osobne postępowania restrukturyzacyjne u siebie. To daje im realną szansę na przetrwanie niezależnie od losu holenderskiej centrali, bo osobne postępowanie oznacza możliwość znalezienia inwestora na samą markę, bez balastu całej grupy.

Dygresja: Lapierre buduje/projektuje rowery w Dijon od 1946 roku i trudno mi sobie wyobrazić, żeby marka z osiemdziesięcioletnią historią zniknęła z dnia na dzień. Z drugiej strony – branża rowerowa po pandemicznej górce pokazała już kilka razy, że sentymenty nie chronią przed rachunkiem zysków i strat.

Zesty CF SE to mój ostatni „nabytek”, niestety kupiony w Centrum Rowerowym ale to już materiał na osobny artykuł

Rękojmia u sprzedawcy nie znika – i to jest najważniejsza wiadomość

Teraz najważniejsze dla polskich klientów. Kupując rower, zawierasz umowę ze sklepem, nie z producentem. To sklep odpowiada przed tobą za zgodność towaru z umową (większość z nas wciąż mówi po prostu o rękojmi) i ta odpowiedzialność trwa dwa lata od dnia wydania roweru. Bankructwo producenta niczego tu nie zmienia – jeśli rama pęknie, a wada tkwiła w rowerze od początku, roszczenie kierujesz do sprzedawcy, dokładnie tak samo jak przed 11 sierpnia. Dlatego pierwsza praktyczna rada brzmi banalnie: odszukaj paragon albo fakturę i schowaj je tam, gdzie ich nie zgubisz.

Jedno zastrzeżenie: dwa lata liczy się od wydania towaru. Jeżeli twój rower ma pięć sezonów, rękojmia dawno wygasła i zostaje ci gwarancja producenta – a z nią bywa różnie, o czym za chwilę.

Większość osprzętu ma własnych gwarantów

Druga uspokajająca wiadomość: Accell projektował ramy i składał rowery, ale prawie cały osprzęt pochodzi od zewnętrznych producentów, a ci mają się dobrze. Napęd i hamulce to Shimano albo SRAM, zawieszenie to Fox, RockShox czy Marzocchi, silniki w elektrykach to głównie Fazua, Bosch i Yamaha – więcej o tym, jak zbudowany jest elektryczny góral, znajdziesz w naszym przewodniku po elektrycznych MTB. Każda z tych firm udziela własnej gwarancji na swoje komponenty i ma w Polsce serwisy działające niezależnie od losu grupy Accell.

W praktyce oznacza to tyle, że jeżeli w twoim Haibike’u padnie silnik Boscha, obsłuży cię autoryzowany serwis Boscha. Gdy w rowerze Lapierre posypie się przerzutka SRAM-a, reklamację rozpatruje SRAM. Upadłość w Amsterdamie nie ma na to żadnego wpływu, a osprzęt to – licząc po cenach części – często co najmniej tak duża część wartości roweru jak sama rama.

Co faktycznie jest zagrożone?

Nie chcę jednak twierdzić, że nic się nie stało, bo realne ryzyka są trzy. Pierwsze to wieloletnie gwarancje na ramy, którymi producenci lubią się chwalić w katalogach. Gwarancja jest tyle warta, ile podmiot, który jej udziela – sprawdź więc w karcie gwarancyjnej, kto formalnie jest gwarantem twojego roweru. Bywa nim polski dystrybutor, a nie zagraniczna spółka, i wtedy sytuacja wygląda znacznie lepiej. Jeśli podejrzewasz wadę ramy, zgłoś ją teraz, nie za pół roku.

Drugie ryzyko to części typowe tylko dla danej marki: łączniki i sworznie zawieszenia, haki przerzutki do starszych modeli, baterie zintegrowane z konkretną ramą. Standardowy osprzęt kupisz zawsze, unikatowy element ramy już niekoniecznie. Jeżeli jeździsz na starszym modelu i wiesz, że któraś z tych części dojeżdża, rozsądnie jest zaopatrzyć się teraz – a sporą część napraw, z którymi biegamy do serwisu, da się zresztą wykonać samodzielnie, co opisywaliśmy w przewodniku po samodzielnym serwisie roweru.

Trzecia sprawa to wyprzedaże, bo upadłości i restrukturyzacje zwykle je zwiastują. Kupując przecenionego Lapierre’a czy Ghosta w polskim sklepie, wciąż masz dwuletnią odpowiedzialność sprzedawcy – ryzykujesz głównie tym, że gwarancja producenta na ramę może się okazać papierowa, a o nietypową część będzie trudniej. Przy odpowiednio niskiej cenie takie ryzyko może się opłacać, tylko podejmij je świadomie, a nie w amoku promocji.

Co z tym zrobić – w skrócie

  • Odszukaj paragon albo fakturę – to podstawa wszystkich roszczeń wobec sklepu.
  • Wada roweru do dwóch lat od wydania (dostarczenia)? Reklamacja u sprzedawcy (rękojmia) – niezależnie od upadłości grupy Accell.
  • Awaria osprzętu (Shimano, SRAM, Bosch, Fox, RockShox)? Gwarancja producenta komponentu, realizowana przez sklep lub autoryzowany serwis.
  • Gwarancja na ramę: sprawdź w karcie gwarancyjnej, kto jest gwarantem, i zgłaszaj wady bez zwłoki.
  • Masz starszy rower którejś z marek grupy? Rozważ zakup części, których nie kupisz nigdzie indziej, póki są dostępne.

Czy to koniec Lapierre’a?

Wracając do mojego garażu. Osobne postępowania Lapierre’a, Ghosta i Raleigh, publiczne starania Quanta Capital i deklaracja syndyków o badaniu restartu dają umiarkowane podstawy do optymizmu – jeśli ktoś przejmie marki szybko, klienci mogą tej zawieruchy prawie nie odczuć. Rynek rowerowy po covidowej górce jest jednak brutalny i Accell nie jest jego pierwszą ofiarą. Z perspektywy klienta najrozsądniejsze, co można teraz zrobić, to zabezpieczyć dokumenty zakupu i po prostu jeździć dalej. Pulsium, XRM i Zesty zostają u mnie – i mam cichą nadzieję, że za jakiś czas dokupię do nich kolejnego Lapierre’a złożonego w Dijon.

Źródła:

Escape Collective, Dutch court declares Accell Group bankrupt

Escape Collective, Irish investment firm steps forward as bidder for Accell