Dwa obiekty otwarte w tym sezonie pokazują, że legalne trasy MTB w Polsce powstają dziś dwiema zupełnie różnymi drogami. Warto je zestawić, bo od tego, którym torem idzie dany projekt, zależy jego tempo, skala i to, czy przetrwa.
Model pierwszy: samorząd plus Lasy Państwowe
Tak powstały Wadowice Trails, otwarte 14 czerwca. Przy projekcie stanęły gmina Wadowice, województwo małopolskie, Lasy Państwowe oraz wykonawca specjalizujący się w budowie tras. Efekt: 9,65 km w pięciu liniach, zaprojektowanych według standardów IMBA, z parkingiem i regulaminem od pierwszego dnia.
Zalety są oczywiste. Jest budżet, jest wykonawca z doświadczeniem, jest utrzymanie wpisane w strukturę instytucji. Wada również: taki proces trwa. Uzgodnienia z nadleśnictwem, dokumentacja, przetarg i realizacja to kwestia lat, a nie sezonu. Za to na końcu dostajesz obiekt, który nie zniknie, bo zmieni się skład grupy zapaleńców.
Model drugi: stowarzyszenie i składki
BigFoot Works w Lesie Oliwskim poszedł inną drogą. Kompleks jest inicjatywą oddolną środowiska rowerowego, realizowaną przy wsparciu Lasów Państwowych i zarządzaną przez Stowarzyszenie Trójmiejskie Ścieżki MTB. Nie stoi za nim dotacja – obiekt utrzymuje się z wpłat użytkowników, a jazda pozostaje bezpłatna. Powstało 37 tras o łącznej długości około 18 km.
Ten model jest szybszy i bardziej elastyczny. Trasy buduje się etapami, poprawia z sezonu na sezon, reaguje na to, jak ludzie faktycznie jeżdżą. Ryzyko też jest widoczne gołym okiem: wszystko stoi na zaangażowaniu wolontariuszy i regularności wpłat. Jeśli jedno albo drugie osłabnie, utrzymanie osiemnastu kilometrów tras staje się problemem.
Wspólny mianownik: zgoda zarządcy terenu
Przy całej różnicy oba projekty łączy ta sama rzecz. Żaden nie powstał wbrew właścicielowi gruntu. W obu przypadkach po drugiej stronie stały Lasy Państwowe, a formalna zgoda była warunkiem wejścia w las z narzędziami. BigFoot Works jest wprost opisywany jako jedyny legalny bikepark na terenie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego – i to sformułowanie mówi wszystko o tym, jak wygląda reszta.
Dzikie ścieżki budowane nocą, bez uzgodnień, mają w Polsce długą historię i jeden powtarzalny finał: nadleśnictwo je likwiduje, a środowisko rowerowe traci wiarygodność na lata. Formalności opisałam szczegółowo w tekście o budowaniu singletracków i przepisach – w skrócie chodzi o ustawę o lasach, zgodę nadleśniczego i uporządkowany status prawny grupy, która bierze na siebie utrzymanie.
Co możesz zrobić jako użytkownik
- Płać, jeśli obiekt prosi o składkę – przy modelu oddolnym to dosłownie budżet na łopaty, taczki i naprawy po zimie.
- Nie jeźdź po rozmokłych trasach – jeden przejazd po błocie potrafi zniszczyć pracę weekendu.
- Nie dobudowuj niczego na własną rękę – hopka postawiona obok linii bez wiedzy zarządcy podważa całą umowę z nadleśnictwem.
- Respektuj regulamin – jeśli trasa jest jednokierunkowa i tylko dla rowerów, to nie jest sugestia, tylko warunek jej istnienia.
- Zgłaszaj usterki zamiast je omijać. Wyrwa, która rośnie przez miesiąc, kończy się zamknięciem odcinka.
Polska ma dziś więcej legalnych kilometrów niż kiedykolwiek i przybywa ich szybciej niż w poprzedniej dekadzie. Ale każdy z tych kilometrów stoi na papierze podpisanym z zarządcą terenu – i to jest ta jedna rzecz, o której warto pamiętać, wjeżdżając na start.



