Strefy tętna w kolarstwie: jak je ustawić i kiedy przestają wystarczać

· · 10 min czytania
Kolarz amator na rowerze szosowym podczas treningu na pustej szosie

Strefy tętna to jedno z najczęściej używanych narzędzi w amatorskim kolarstwie, ale też jedno z najczęściej źle interpretowanych. Większość kolarzy ustawia je raz na podstawie wzoru 220 minus wiek i potem przez sezon jeździ w strefach, które nie mają nic wspólnego z ich rzeczywistą fizjologią. W tym artykule pokażę Ci, jak wyznaczyć strefy w sposób, który faktycznie przekłada się na progres, i wyjaśnię, kiedy samo tętno przestaje wystarczać jako wskaźnik intensywności. Opieram się na dwunastu latach pracy z kolarzami amatorami i na własnych testach na podjazdach Beskidów.

Pięć stref i co realnie znaczą

Podręcznikowy podział na pięć stref opiera się na procentach tętna maksymalnego i wygląda tak: strefa pierwsza regeneracyjna (60–70% tętna maksymalnego) – jeździsz w niej, gdy możesz prowadzić rozmowę pełnymi zdaniami; strefa druga baza tlenowa (70–83%) – mówisz jeszcze zdaniami po kilka słów, ale już nie płynnie; strefa trzecia tempo (83-90%) – odpowiadasz krótko, pojedyncze słowa; strefa czwarta próg (90-95%) – z trudem wydusisz jedno słowo; strefa piąta VO2max (powyżej 95%) – mowa jest niemożliwa, bo organizm walczy o każdy oddech. Test mowy jest tu praktycznym wyznacznikiem, który działa lepiej niż patrzenie w zegarek, bo nie wymaga kalibracji i uwzględnia Twój aktualny stan.

Problem w tym, że granice między strefami są umowne. Różne modele – od Coggana po Friela – przesuwają je o kilka procent, a producenci zegarków dodają własne interpretacje. Kłótnia o to, czy strefa druga kończy się na 83% czy na 80%, nie ma sensu, bo fizjologia nie skacze gwałtownie między przedziałami. Istotne jest, byś umiał odróżnić jazdę, w której możesz swobodnie rozmawiać, od tej, w której musisz walczyć o oddech. Jeśli opierasz trening na strefach, najpierw naucz się rozpoznawać te odczucia bez patrzenia na pulsometr – wtedy nawet przesunięte granice nie zaburzą Ci treningu.

Test mowy ma tę zaletę, że działa niezależnie od warunków – w upale, na podjeździe, po nieprzespanej nocy. Gdy tętno dryfuje, bo jest gorąco, a Ty nadal możesz powiedzieć kilka słów, to znaczy, że jesteś w strefie drugiej, nawet jeśli zegarek pokazuje 88%. I odwrotnie: gdy nie jesteś w stanie wykrztusić słowa, a tętno jest niskie, prawdopodobnie masz przed sobą objawy przetrenowania lub infekcji, a nie powód do świętowania. Dlatego w moim studiu LIFT uczę podopiecznych zaczynać właśnie od testu mowy, zanim spojrzą na wyświetlacz.

Dlaczego wzór 220 minus wiek psuje trening

Wzór 220 minus wiek pojawił się w latach 70. XX wieku jako wynik badań na małej grupie mężczyzn w wieku 20-30 lat. Nigdy nie był walidowany dla kobiet, osób starszych ani dla amatorów sportu. Rozrzut indywidualny tętna maksymalnego w populacji jest ogromny – u dwóch osób w tym samym wieku może różnić się o kilkanaście uderzeń na minutę. Dla 40-letniego kolarza wzór daje 180 uderzeń na minutę, podczas gdy jego rzeczywiste tętno maksymalne może wynosić 170 albo 195. To różnica rzędu 15 uderzeń, która przesuwa całe strefy o jeden przedział.

Konsekwencja jest prosta: jeśli wyznaczysz strefy z błędnego tętna maksymalnego, to jazda, którą planujesz jako drugą (bazę tlenową), w rzeczywistości może być trzecią (tempem). Zamiast budować wydolność tlenową, będziesz wchodził w przemiany beztlenowe i zbijać mleczan, a regeneracja po takim treningu potrwa dłużej. Wielu kolarzy narzeka, że nie widzą postępów na treningach strefowych właśnie dlatego – jeżdżą w przesuniętych przedziałach i nie dają organizmowi odpowiedniego bodźca. Z własnej praktyki: gdy klient przychodzi z wyliczonymi w ten sposób strefami, zwykle po teście okazuje się, że jego rzeczywiste tętno maksymalne jest o 8-12 uderzeń wyższe lub niższe.

Alternatywą jest wykonanie kontrolowanego testu na podjeździe – podjazd o długości 3-4 minut, w którym po solidnej rozgrzewce dajesz z siebie maksimum. Tętno pod koniec takiego wysiłku to Twoje tętno maksymalne z dokładnością do kilku uderzeń. Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest oparcie stref na tętnie progowym, które zmienia się wraz z formą i nie wymaga wchodzenia na absolutne maksimum.

Tętno progowe zamiast maksymalnego

Tętno progowe to wartość, przy której organizm zaczyna gromadzić mleczan szybciej, niż jest w stanie go usunąć. W praktyce oznacza intensywność, którą możesz utrzymać przez około godzinę – w kolarstwie to poziom, na którym jedziesz czasówkę lub ostry podjazd. To lepszy punkt odniesienia niż tętno maksymalne, ponieważ zmienia się wraz z poprawą formy. Gdy wytrenujesz układ krążenia, Twoje tętno spoczynkowe spada, a tętno progowe rośnie w stosunku do maksymalnego. Strefy wyznaczone z progu nadążają za tymi zmianami, więc nie musisz co miesiąc robić nowego testu maksymalnego.

Protokół wyznaczania tętna progowego jest prosty i nie wymaga laboratorium. Po solidnej rozgrzewce jedź na trenażerze lub na płaskim odcinku przez 30 minut z maksymalnym, równym wysiłkiem – takim, jakiego nie byłbyś w stanie utrzymać dłużej niż 30-40 minut. Średnia wartość tętna z ostatnich 20 minut tej próby to Twoje tętno progowe. To właśnie od niego powinieneś wyliczać strefy, bo lepiej oddaje Twój aktualny poziom wydolności. Strefa druga to wtedy około 65-75% tętna progowego, trzecia 85-95%, czwarta 95-100%, a piąta powyżej 100%.

Zabieg ten przyda się przede wszystkim kolarzom, którzy regularnie startują w amatorskich wyścigach lub jeżdżą przynajmniej 8-10 godzin tygodniowo. Dla osoby, która kręci dwie godziny w weekend, to przerost formy – wystarczy jej test mowy i zdrowy rozsądek. Ale jeśli już inwestujesz czas w plan treningowy, poświęć jedną sesję na wyznaczenie tętna progowego. To jedna z tych rzeczy, która zwraca się wielokrotnie w postaci lepszych adaptacji i krótszego czasu regeneracji.

Trzy rzeczy, które psują trening strefami

Nawet dobrze wyznaczone strefy nie są idealne. Pierwszym problemem jest dryf tętna. Podczas długiej jazdy w upale Twoje tętno rośnie mimo że moc pozostaje stała – serce pompuje więcej krwi, by chłodzić organizm. W efekcie po godzinie w strefie drugiej zegarek może pokazywać strefę trzecią, a Ty zwalniasz, by wrócić do „właściwego” przedziału, choć tak naprawdę nadal pracujesz na bazie tlenowej. Rozwiązanie: podczas długich wyjazdów w upale ignoruj górną granicę strefy i kieruj się odczuciem – jeśli możesz mówić zdaniami, jesteś tam, gdzie trzeba.

Drugi problem to opóźnienie tętna wobec wysiłku. Tętno reaguje na zmianę intensywności z opóźnieniem 20-40 sekund, a u osób słabiej wytrenowanych nawet dłużej. Na krótkim interwale trwającym 1-2 minuty tętno zaczyna rosnąć dopiero w połowie odcinka, a wartość szczytową osiąga już po zakończeniu. Zegarek pokazuje wtedy, że byłeś w strefie czwartej, podczas gdy w rzeczywistości serce pracowało na maksa przez ostatnie 30 sekund. Konsekwencja: nie doceniasz rzeczywistej intensywności i powtarzasz interwały zbyt szybko, co prowadzi do przedwczesnego zmęczenia. Na interwałach poniżej 3 minut lepiej polegać na mocy lub na odczuciu wysiłku w skali Borga.

Trzecia rzecz to szara strefa – jazda w środkowej intensywności, która jest za ciężka na regenerację i za lekka na rozwój. Wielu kolarzy spędza większość treningu w strefie trzeciej, bo „czują, że robią coś pożytecznego”. Niestety, taka jazda nie buduje bazy tlenowej (bo jest za twarda) ani nie poprawia mocy progowej (bo jest za miękka). Efekt: stagnacja i chroniczne zmęczenie. Świadomie planuj jazdy w strefie drugiej i czwartej, a trzecią traktuj jako przejściową, a nie główną. Jeśli widzisz, że większość Twoich treningów ląduje w strefie trzeciej, to znak, że musisz zmienić plan – albo zwolnić w dni regeneracyjne, albo dodać konkretne interwały.

Kiedy przejść na moc

Pomiar mocy rozwiązuje większość problemów tętna. Moc reaguje natychmiast – gdy naciskasz mocniej na pedały, wartość rośnie w czasie rzeczywistym, bez opóźnienia. Nie podlega wpływom temperatury, odwodnienia, kofeiny ani zmęczenia poprzednim wysiłkiem. Dzięki temu możesz porównywać wyniki między treningami w różnych warunkach – 250 watów dzisiaj w upale to to samo 250 watów, co w chłodny poranek. Tętno natomiast będzie się różnić nawet o 20 uderzeń, co utrudnia ocenę, czy rzeczywiście wykonałeś założoną pracę.

Mimo to tętno nie traci przydatności jako miara kosztu wewnętrznego. Gdy wiesz, że przy danej mocy Twoje tętno powinno wynosić około 160 uderzeń, a nagle skacze do 180 bez zmiany mocy, to sygnał, że coś jest nie tak – może początek infekcji, przetrenowanie lub zbyt wysoka temperatura. Najlepiej używać obu wskaźników naraz: moc do sterowania treningiem, tętno do monitorowania stanu organizmu. W mojej pracy z kolarzami amatorami widzę, że połączenie tych dwóch danych daje pełniejszy obraz niż każde z osobna.

Uczciwie trzeba dodać, że miernik mocy to wydatek rzędu 1500-4000 zł. Dla kogoś, kto jeździ kilka godzin tygodniowo i nie startuje w wyścigach, nie musi to być pierwszy zakup. Lepiej zainwestować w porządny pas piersiowy i nauczyć się odczytywać swoje tętno. Jeśli jednak myślisz o regularnym treningu z planem, pomiar mocy to narzędzie, które zwraca się w postaci skuteczniejszych interwałów i lepszego zarządzania zmęczeniem. Szerzej o wyznaczaniu mocy progowej pisałem w osobnym artykule na 4rowery.pl – polecam go jako uzupełnienie.

Pas piersiowy czy nadgarstek

Różnica między tymi dwoma metodami pomiaru tętna nie jest marginalna, zwłaszcza gdy trenujesz według stref. Pomiar optyczny na nadgarstku opiera się na zmianach przepływu krwi przez skórę. Przy szybkich wzrostach tętna – na przykład na starcie interwału – czujnik potrzebuje kilkunastu sekund, by się dostosować, a przy zimnych dłoniach potrafi całkowicie zgubić sygnał. W efekcie dostajesz opóźnione, wygładzone dane, które nie nadają się do precyzyjnego sterowania intensywnością. Pas piersiowy mierzy sygnał elektryczny z serca, reaguje w czasie rzeczywistym i jest odporny na warunki zewnętrzne.

W praktyce wygląda to tak: jeśli trenujesz według stref i chcesz, żeby strefy miały sens, wybierz pas. Różnica w dokładności w strefach od drugiej do czwartej może sięgać 10-15 uderzeń, co przy zawężonych przedziałach progu robi ogromną różnicę. Pas bywa niewygodny, szczególnie w upale, gdy ociera się o skórę, a po treningu trzeba go wyprać. Ale jeśli zależy Ci na realnych danych, a nie tylko na ładnym wykresie, to nie ma alternatywy. Jeśli tylko rejestrujesz przejażdżki i nie planujesz treningu według stref, nadgarstek wystarczy – średnie tętno z całej jazdy i tak będzie zbliżone do prawdy.

Strefy tętna to dobre narzędzie, jeśli są dobrze ustawione i używasz ich świadomie, wiedząc, kiedy zawodzą. Gdy zaczniesz jeździć z mocą, tętno stanie się dodatkowym wskaźnikiem, nie jedynym. A na początek – wyznacz sobie tętno progowe, zamiast liczyć 220 minus wiek. To zmieni Twój trening bardziej niż jakikolwiek gadżet. Jak wyznaczyć moc progową, opisałem w tekście o FTP w kolarstwie.