620 kilometrów w 15 godzin i 10 minut, przy średniej około 41 km/h. Tyle zajęło Grzegorzowi Szczechli przejechanie Wisły od źródeł do ujścia, w jeden dzień, między wschodem a zachodem słońca 17 lipca 2026.
Relacje nie podają mocy ani szczegółów sprzętu, ale prosty rachunek aerodynamiki pokazuje, jak dużo daje pozycja: 41 km/h po płaskim wymaga w pozycji czasowej około 245 W, a na zwykłej szosówce 310-335 W. Od tego zaczyna się najciekawsza część tej historii.
Wyścig ze słońcem
Wystartował o piątej rano spod źródeł Wisły w Wiśle. Metą była Wyspa Sobieszewska, czyli ujście rzeki do Bałtyku. Dojechał około dwudziestej dziesięć, mając ponad godzinę zapasu przed zachodem słońca o 21:26.
Akcja nosiła nazwę „Wyścig ze słońcem” i nawiązywała do patrona szkoły, w której Szczechla uczy – Mikołaja Kopernika. Hasło mówiło, że nie dał się dogonić słońcu. Przez dużą część trasy utrzymywał tempo w okolicach 43 km/h. W połowie dystansu zaczęły dokuczać mu stopy, ale nie przerwał jazdy.
Najlepszy zapis tego, jak wyglądały ostatnie godziny, został na jego profilu. Wpis publikowany przez ekipę wspierającą na 600. kilometrze mówi wszystko o tym, w jakim stanie był wtedy zawodnik: „Grzegorz już jedzie resztkami sił. Mamy do mety ok. 20 km. Robimy co w naszej mocy, support też działa na pełnych obrotach”. I zapowiedź mety na 19:50, ostatecznie przesunięta o dwadzieścia minut.
Sprzęt i aerodynamika
O sprzęcie z dostępnych relacji wiadomo niewiele: jedno ze źródeł wspomina pełny dysk z tyłu i opony do jazdy na czas. Poniższy rachunek traktuj więc jako ilustrację tego, ile daje pozycja i sprzęt aerodynamiczny, a nie jako dane z przejazdu. Przystawka czasowa, zwana lemondką od nazwiska Grega LeMonda, który w 1989 roku wygrał dzięki niej Tour de France różnicą ośmiu sekund, to najtańszy sposób na zmniejszenie powierzchni czołowej.
Ta różnica jest istotniejsza, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Przy prędkościach powyżej 35 km/h opór powietrza odpowiada za zdecydowaną większość oporu, z jakim walczy kolarz, a toczenie opon i tarcie w napędzie to reszta. Innymi słowy: przy takim tempie nie ścigasz się z masą roweru ani z podjazdami, tylko ze ścianą powietrza.
Pozycja na lemondce zmniejsza powierzchnię czołową kolarza dramatycznie. Przedramiona ustawione równolegle, barki ściągnięte do środka, plecy spłaszczone, głowa schowana między ramionami. Jest niewygodna, ogranicza pole widzenia i wymaga wyćwiczenia, żeby dało się w niej wytrzymać godzinami. Za to działa.
Ile warta jest aerodynamika
Policzmy, ile warta jest aerodynamika. Poniższe wartości to szacunek z modelu oporu, przy założeniach: teren płaski, bez wiatru, masa całkowita około 80 kg, dobre opony, sprawność napędu 97 procent. Zmienną jest tylko CdA, czyli iloczyn powierzchni czołowej i współczynnika oporu, liczba opisująca, jak bardzo jesteś „ścianą” dla powietrza.
| Pozycja | CdA | Moc na 41 km/h | Prędkość przy 250 W |
|---|---|---|---|
| Rower czasowy, dobra pozycja | 0,23 | ok. 245 W | ok. 41 km/h |
| Szosowy, dłonie na dolnym chwycie | 0,30 | ok. 310 W | ok. 38 km/h |
| Szosowy, dłonie na klamkach | 0,33 | ok. 335 W | ok. 37 km/h |
Pierwszy wiersz pokazuje, że przy dobrze ustawionej pozycji czasowej utrzymanie 41 km/h kosztuje około 245 W, czyli tyle, ile zaawansowany amator utrzyma przez kilka godzin.
Te same 245-250 watów na zwykłym rowerze szosowym dałoby około 37-38 km/h. Na dystansie 620 kilometrów to różnica rzędu półtorej godziny: zamiast 15 godzin i 10 minut wychodzi grubo ponad 16 godzin. A skoro całe przedsięwzięcie polegało na tym, żeby zdążyć przed zachodem słońca, ta półtorej godziny mogła zdecydować o jeździe po ciemku.
Można spojrzeć na to z drugiej strony. Żeby na szosówce pojechać tym samym tempem, trzeba by utrzymać 310-335 watów przez piętnaście godzin, a to poziom, którego prawie nikt nie utrzyma tak długo. Bez pozycji i sprzętu pod czasówkę taki wynik byłby po prostu dużo trudniejszy, niezależnie od formy.
Kto to zrobił
Grzegorz Szczechla na co dzień uczy biologii w II Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika w Cieszynie, mieszka w Ustroniu. Sportowo ma za sobą dorobek, który tłumaczy, skąd zdolność do utrzymania tej pozycji i tej mocy przez piętnaście godzin:
- mistrz Europy w kolarskim ultramaratonie w formule 12-godzinnej: w maju 2026 w chorwackim Oriovacu przejechał 504 km,
- rekordzista Polski w everestingu,
- wielokrotny mistrz Polski w biegach przeszkodowych (OCR),
- uczestnik mistrzostw świata Spartan Ultra w 2024 roku.
Sam podsumował przejazd zdaniem, które mówi o skali wysiłku więcej niż tabelka z danymi: mistrzostwo Europy było niczym w porównaniu z tym, co udało się zrobić tego dnia razem z ekipą wspierającą.
Nie chodziło o rekord
Pierwotny cel wynosił 20 tysięcy złotych. W dniu przejazdu licznik pokazywał ponad 40 tysięcy, a kilka dni później zbiórka przekroczyła 80 tysięcy przy ponad tysiącu wpłacających. Szczechla tłumaczył to prosto: codziennie widzi młodych ludzi z pasją i marzeniami, a inwestycja w młodzież jest inwestycją we wspólną przyszłość.
Co z tego wynika dla amatora
Średniej 41 km/h przez piętnaście godzin nie odtworzy żaden amator i nie ma co udawać inaczej. Ale wniosek sprzętowy z tej historii jest przenośny i wart zapamiętania: powyżej 30 km/h aerodynamika daje więcej niż jakikolwiek inny wydatek. Nie waga roweru, nie karbonowa rama, nie kaseta o dwa zęby szersza.
W praktyce wygląda to tak, że przystawka czasowa za kilkaset złotych plus kilka sesji przyzwyczajania się do pozycji zrobi na długim, płaskim dystansie więcej niż koła za pięć tysięcy. Kolejność wydatków jest zresztą dość powtarzalna: najpierw pozycja, potem strój, dopiero na końcu sprzęt. I jedno zastrzeżenie, o którym łatwo zapomnieć – lemondka mocno ogranicza kontrolę nad rowerem i pole widzenia, więc w grupie i w ruchu miejskim nie ma czego szukać.
Po ósmej godzinie w siodle problemem przestaje być kondycja, a zaczynają być punkty podparcia: dłonie, siedzenie, stopy. Jeśli myślisz o własnym długim dystansie, zacznij od porządnego ustawienia pozycji i od stref tętna, żeby nie spalić się w pierwszych trzech godzinach. Dane o przejeździe pochodzą z relacji portali beskidzka24.pl, cieszyn.news i ox.pl.



